Jacht „SHARKI” zatonął…

Właściciel jachtu Sharki, który zatonął w Niemczech musi go wydobyć – informuje portal gospodarkamorska.pl.
To decyzja lokalnego Urzędu Morskiego. Jacht spoczywa na głębokości 16 metrów. Zatonął we wtorek późnym wieczorem, po tym jak zderzył się z boją.
Na pokładzie było 7 osób, nikomu nic poważnego się nie stało.
Sharki to szybki jacht morski, został wybudowany w 1972 roku. W 2002 roku przeszedł generalny remont i od tego czasu pływa pod polską banderą.
http://www.cezar-team.pl/wp-content/uploads/2020/08/1.jpg
Sharki wypłynął w niedzielę ze Świnoujścia z zamiarem zawinięcia do Londynu i Amsterdamu.
NIEMCY:
Dzień po wypadku (środa), na posterunku Policji zostało nam wręczone oficjalne pismo od niemieckiego WSV (odpowiednika polskiego Urzędu Morskiego), w którym zostaliśmy poinformowani, że mamy trzy dni na usunięcie jachtu. W przeciwnym razie, jacht zostanie usunięty przez WSV na nasz koszt. Podany w piśmie szacowany koszt to 50tys. Euro (zgodnie z Ustawą o Egzekucji administracyjnej par 10.). Rozpoczęliśmy poszukiwania firmy, która wyciągnęłaby jacht na nasze zlecenie. Rozmawialiśmy z trzema firmami. Następnego dnia rano (czwartek), zdzwonił do nas właściciel firmy Wulf, która zajmuje się podnoszeniem jachtów z dna z informacją, że otrzymał zlecenie od Urzędu na wydobycie naszego jachtu z wody i że oprócz kosztów podanych w piśmie, musimy wiedzieć, że będą jeszcze dodatkowe koszty. Poinformował nas również, że jacht znajduje się bardzo blisko toru wodnego i istnieje zagrożenie, że przesunie się na tor. Zaczął się wyścig z czasem. Uruchomiliśmy zrzutkę na kwotę 60tys euro. W międzyczasie ustaliliśmy z firmą duńską, dysponującą statkami z dźwigami, że podejmie się wydobycia jachtu za 25tys euro. Potrzebowaliśmy nurków. Zgłosiła się do nas ekipa z Polski, która zaofiarowała swoja pomoc. Koszty nurków nie zostały jeszcze wtedy ustalone, więc nie wiemy ile by to kosztowało z ich strony. Około południa (w czwartek) zadzwonił do nas ponownie Wulf z informacją, że jacht przesunął się na tor i musi rozpocząć akcję wydobywania jachtu. Odwołaliśmy Duńczyków i nurków z Polski. W nocy wsiedliśmy do samochodu i w piątek w południe byliśmy w Cuxhaven. Dotarliśmy w momencie, gdy jacht był przygotowywany do wyjęcia z wody na ląd. Na kei spotkaliśmy Policjantów z komisariatu, który udzielił nam noclegu w nocy, gdy zdarzył się wypadek i którzy prowadzą dochodzenie w sprawie, urzędnika WSV, który z ramienia urzędu od początku pilotuje nasz temat i Andreasa Wulfa. Zostaliśmy poinformowani, że rachunek za wyciągnięcie jachtu, wystawiony przez firmę Andreasa, będzie opiewał na kwotę 17tys euro. Pozostałe koszty są w tej chwili szacowane przez WSV na 7tys euro. W sumie do końca przyszłego tygodnia musimy wpłacić na konto WSV kwotę 25tys euro. Jeżeli pozostałe koszty się zwiększą, będziemy musieli dopłacić. Jeżeli okażą się mniejsze, nadwyżka zostanie nam zwrócona.
Dlaczego tak się stało? To dłuższa opowieść o wielkich sercach Wspaniałych Ludzi. Na pewno o tym jeszcze napiszemy.
W związku z powyższym, zmieniamy kwotę na zrzutce.pl na 110tys zł. (25tys. euro). Nie ukrywamy, że poprzednia kwota zwaliła nas z nóg. Ta, daje nadzieję..
PS. Znamy już kolejne koszty, które musimy szybko pokryć. Mamy 14 dni na zabranie jachtu. Braliśmy pod uwagę różne formy transportu, ale najlepszym rozwiązaniem wydaje się być transport lądem. Mamy ofertę od firmy z Poznania. Koszt transportu to 20tys zł. Do tego musimy doliczyć dźwig w Cuxhaven i dźwig w Szczecinie.
Polski jacht Sharki, który zatonął w okolicach niemieckiego portu Cuxhaven 12.08.2020r.- zgodnie z zapowiedziami niemieckich służb został wyciągnięty z wody.
Kadłub jachtu został mocno uszkodzony – mówi Cezary Wolski, kapitan i armator jachtu.
– Jacht został podniesiony, został wystawiony na ląd. Stanowi całą bryłę, są wszystkie elementy, żeby jacht nazwać jachtem, ale na prawej burcie mamy dużą dziurę po uderzeniu w boję – relacjonował.
Jacht zatonął w środę ok. godziny 23. Siedmiu polskich żeglarzy zostało uratowanych przez służby ratownicze. Jednostka zderzyła się z boją oznaczającą tor wodny przy prędkości 11 węzłów. Żeglarze ewakuowali się na tratwę ratunkową.
Sharki nie był ubezpieczony, wszelkie koszty związane z akcją ratowniczą i wydobyciem jachtu poniesie armator.
link:https://radioszczecin.pl/6,410321,sharki-wydobyty-ale-to-dopiero-poczatek.
link:https://radioszczecin.pl/1,410284,wlasciciel-jachtu-sharki-sam-musi-go-wydobyc-z-d.