Koniec epopei POLONUSA?

Jacht Polonus po czteroletniej epopei wraca do kraju. Dowodzi łodzianin.
Łodzianin Sebastian „Seba” Sobaczyński postawił na swoim i sprowadza do kraju jacht Polonus, który cztery lata temu osiadł na mieliźnie koło Antarktydy Po czteroletniej epopei jacht Polonus pod komendą łodzianina wraca do kraju Do końca zbliża się czteroletnia historia ratowania i sprowadzania do Polski jachtu Polonus, który uległ wypadkowi na Antarktydzie. Za kilka dni jacht pod komendą łodzianina Sebastiana Sobaczyńskiego wypływa z Brestu do Amsterdamu, a na początku czerwca będzie w Polsce. Polonus w grudniu 2014 r. osiadł na mieliźnie koło Antarktydy.

Sebastian „Seba” Sobaczyński, który był bosmanem na Polonusie, odkupił go za funta i rozpoczął akcję ratunkową. Wraz z grupą kilku żeglarzy, po wielu perypetiach, udało mu się doprowadzić Polonusa do portu w Chile. Stamtąd wyremontowany m.in. z pieniędzy zebranych wśród internautów Polonus wypłynął w powrotny rejs do kraju. Być może najtrudniejszy był samotny, trwający 56 dni rejs Sebastiana Sobaczyńskiego przez Atlantyk, zakończony dobiciem do Wysp Zielonego Przylądka, niedaleko zachodnich wybrzeży Afryki. Stamtąd Polonus wyruszył w lutym do Lizbony, a następnie do Brestu.

W sumie załogi, które płynęły na Polonusie na różnych etapach, to kilkadziesiąt osób. Na razie jacht czeka w Breście we Francji na skompletowanie kolejnej załogi. Do pokonania ma jeszcze około 1100 mil. Z Brestu w poniedziałek, 28 maja, wyrusza do Amsterdamu, a stamtąd w kolejnym, tygodniowym etapie popłynie do Świnoujścia. Powrót jest zaplanowany na 9 czerwca. – To będzie zakończenie czteroletniej drogi ratowania i sprowadzania Polonusa do Polski – mówi Sebastian „Seba” Sobaczyński. – To ostatnia prosta, ale jak się okazuje, najdłuższa prosta. Cieszę się, że wreszcie udało się skompletować załogę na te ostatnie dwa odcinki. Na tym etapie płynąć ma sześć osób, w kolejnym cztery. „Seba” nie ukrywa, że zakończenie historii Polonusa jest jednocześnie zakończeniem pewnego etapu jego życia. Podkreśla, że najbardziej cieszy się na spotkanie z jedenastoletnim synem Kubą, który mieszka w Łodzi.
Piękne zakończenie „walki” o uratowanie jachtu…duży SZACUN dla Seby ode mnie.
Pozdrawiam…
Cezar

Czytaj więcej: http://www.dzienniklodzki.pl/podroze/a/jacht-polonus-po-czteroletniej-epopei-wraca-do-kraju-dowodzi-lodzianin-wideo,13185661/