Naukowcy wskrzeszą wymarłe zwierzęta.

Naukowcy od kilku lat coraz głośniej mówią o wykorzystaniu DNA do tego, aby przywrócić do życia stworzenia, które wymarły. Czy to możliwe, że uda nam się jeszcze zobaczyć żywego wilka workowatego lub uszankę japońską?
Na przestrzeni XX i XXI wieku wyginęło ponad 500 gatunków zwierząt
Obecnie ogromna liczba gatunków jest na skraju wymarcia
Użycie DNA ma pomóc w przywróceniu wymarłych zwierząt do życia
Lista zwierząt, które wymarły w ciągu ostatnich stu lat jest długa. Przeglądanie jej może wywołać ciarki na plecach. Zwłaszcza że wśród wielkich nieobecnych znajdują się na przykład majestatyczne kotowate, nosorożce, foki czy wielobarwne papugi. W przypadku wielu z nich nie zadziałała wcale ewolucja, a my – ludzie. Słodkie misie koala i równie lubiane przez nas pandy są na skraju wymarcia między innymi dlatego, że na masową skalę wycinane są rośliny, którymi się żywią, czyli odpowiednio eukaliptusy i bambusy. Przez lata polowaliśmy na słonie dla ich kości i ciosów, wybijaliśmy jaguary ze względu na piękne futro, a nosorożce dlatego, że ich sproszkowane rogi miały podobno być cudownym lekiem na potencję. O zabijaniu zwierząt w ramach rozrywki podczas safari czy dlatego, że ośmielały się zbliżać do naszych osad (w których miejscu wcześniej znajdował się ich dom) nawet nie ma sensu wspominać. Nawaliliśmy i najwyższą cenę płaci za to, póki co, natura. A w efekcie końcowym zapłacimy również my.
Te zwierzęta wyginęły przez ostatnie 100 lat – już ich nie zobaczysz
XX wiek przyniósł zagładę wielu gatunków zwierząt, i nie chodzi tu „tylko” o te najbardziej niepozorne, małe i zapomniane przez świat. Ginęły owady, znikały stworzenia morskie, ale też duże ssaki. W 1918 roku widziano ostatnią papugę karolińską. Pod koniec lat 50. odstrzelono ostatniego wilka kaskadowego, kilka lat później odeszły ostatnie lwy berberyjskie, a już tylko do lat 60. widywano wilka workowatego, największego drapieżnego torbacza współczesnych czasów (ostatni złapany osobnik zmarł w 1936 roku w zoo). Uszanka japońska (pochodzący z Azji lew morski) zniknęła w 1974 roku. Tygrysa kaspijskiego ostatni raz widziano w 1997 roku. W latach 90. wyginął lampart zanzibarski.

W ostatnim dwudziestoleciu wcale nie było lepiej. 2000 rok przyniósł zagładę jednego z podgatunków koziorożca pirenejskiego. W 2008 roku pożegnaliśmy na zawsze mniszkę karaibską (fokę). 2011 – giną ostatni zachodni nosorożec czarny i puma wschodnia, w 2012 żegnamy jeden z podgatunków żołwia słoniowego, rok później znika tajwańska pantera mglista. W 2018 roku zmarł ostatni samiec nosorożca północnego, przy życiu pozostały już tylko trzy samice. Zbyt stare, żeby mogły jeszcze wydać na świat nowego potomka i przedłużyć istnienie gatunku.
Powstałe z martwych – naukowcy próbują cofnąć czas

Było już przedstawianie smutnej wizji dotyczącej świata zwierząt i szukanie winnych takiej sytuacji. Czas na coś pozytywnego – opowieść, która przynajmniej w teorii napawa jakimś optymizmem.

Zacznijmy od tego, że ludzie, przynajmniej niektórzy, dostrzegli problem odpowiednio wcześnie, żeby skutecznie zainterweniować. I tak mamy kilka historii z happy endem. Koń Przewalskiego, potomek widzianego ostatnio w XIX wieku tarpana znalazł się na skraju przepaści w 1969 roku. Naukowcy z Rosji i Mongolii szybko wzięli się za reintrodukcję, dzięki której zwierzę dziś jest już „tylko” zagrożone. W 1996 roku tchórz czterołapy został wpisany na listę gatunków wymarłych na wolności, jednak dzięki działaniom naukowców udało się odbudować jego populację. Na Hawajach z kolei źle się działo z wroną ogorzałą, bardzo inteligentnym krukowatym. Ostatnią parę widziano na wolności w 2002 roku. Żywe osobniki przebywają jednak w ośrodkach, które podejmują próby reintrodukcji.

No i jest jeszcze sprawa klonowania, która wraca jak bumerang od kilkunastu lat. Chodzi o próby wykorzystania DNA wymarłych zwierząt do tego, by przywrócić je do życia. Polegać by to miało na „wyhodowaniu” stworzenia w macicy osobnika z pokrewnego mu gatunku. Na przykład mamuta mogłaby urodzić słonica. Pomysł rodzi jednak dylematy natury etycznej, naukowcy zastanawiają się, czy takie działania będą dobre czy też szkodliwe dla natury.
Taką próbę podjęto już między innymi w przypadku wspomnianego powyżej podgatunku koziorożca iberyjskiego. Niestety nowo narodzony kozioł zdechł ze względu na nieprawidłowo rozwinięte płuca. Teraz procesem „wskrzeszania” zwierząt zajmuje się między innymi australijski Lazarus Project, który chce przywrócić do życia wymarłą w latach 70. ubiegłego wieku żabę Rheobatrachus. Naukowcy mają na celowniku również wilka workowatego.
Nasza kolej – co my możemy zrobić dla zwierząt?
Sposobów na to, by powstrzymać wymieranie zwierząt na świecie jest tak naprawdę całkiem sporo i wcale nie wymagają od nas wielkiego wysiłku. Chociaż może to brzmieć jak banał, prawda jest taka, że z pozoru drobne gesty robią różnicę. Tak dużą, że dzięki nim nasze wnuki będą miały możliwość zobaczenia żywej pandy wielkiej, goryla, hipopotama. Ba, zagrożone są też nasze rodzime rysie, żubry czy wilki i o ich przetrwanie też toczy się ta walka. Ważną kwestią jest również ta, że każde stworzenie w ekosystemie pełni jakąś rolę i efekt jego zniknięcia będzie mieć skutki dla nas wszystkich. Wystarczy wspomnieć pszczoły – kiedy wyginą, czekać nas może śmierć głodowa.
Zacznijmy od własnego domu. W większości produktów spożywczych znajduje się olej palmowy. Żeby go pozyskać wycina się lasy deszczowe, w których żyją orangutany. Te piękne człekokształtne giną więc za sprawą choćby batoników jedzonych przez nas na potęgę. Wybierajmy produkty bez oleju palmowego, po prostu. Zmniejszenie popytu to mniejsza podaż. Podobnie ma się sprawa z kosmetykami – szukajmy tych, które są przyjazne zwierzętom. Jest ich naprawdę mnóstwo. Podczas wycieczek zagranicznych nie nakręcajmy interesu kłusownikom – kupowanie kości zwierząt, koralowców, skorup żółwi czy magicznych środków leczniczych z płetwy rekina oznacza śmierć tych stworzeń.

Szanujmy środowisko, to najbliższe. Wyrzucanie śmieci do lasu skutkuje tym, że zwierzęta je zjadają – w internecie roi się od drastycznych zdjęć, na których widać plastikowe nakrętki w żołądkach ptaków czy ssaków. Zwolnijmy przejeżdżając przez las. W mojej okolicy w ciągu ostatniego roku trzy łosie zginęły w wyniku zderzenia z pędzącym samochodem. Mówię tu o samym tylko powiecie, bo w województwie takich przypadków było więcej. Oszczędzajmy wodę, nie produkujmy smogu, ograniczmy marnowanie jedzenia – wszystkie te działania mają wpływ na zwierzęta.

Jeśli chodzi o sposoby, które wiążą się z datkami, możemy na przykład wesprzeć WWF poprzez wirtualne adopcje zwierząt z listy zagrożonych gatunków lub brać udział w innych tego typu inicjatywach. National Geographic Wild wspiera na przykład wielkie koty emitując programy na ich temat, edukując ludzi, ale też organizując zbiórki pieniędzy (w zeszłym roku była to akcja na rzecz naszego rodzimego rysia, we współpracy z WWF). Podobnych inicjatyw jest mnóstwo, wystarczy tylko poszukać. A cel jest wart zachodu.

Nie jesteście przekonani, uważacie, że problem można zamieść pod dywan? Zerknijcie na listę gatunków zagrożonych wyginięciem, koniecznie ze zdjęciami. Poruszające, prawda?

Autor: Agnieszka Mazur-Puchała
Data utworzenia: 8 kwietnia 2019 09:32
link: https://facet.onet.pl/strefa-tajemnic/naukowcy-beda-wskrzeszac-wymarle-zwierzeta/5215qr9?utm_source=facet.onet.pl_viasg_facet&utm_medium=referal&utm_campaign=leo_automatic&srcc=ucs&utm_v=2.