Skrzypek na tonącym jachcie.

Skrzypek na tonącym jachcie.
– 17 październik 2017.

Podczas naszej podróży wydarzyła się rzecz niesamowita dla nas i tragiczna dla głównego bohatera tej historii. Miałam okazję poznać Henryka Widerę – wybitnego skrzypka i żeglarza. Niestety w momencie, w którym stracił swojego najwierniejszego towarzysza podróży – jacht „Gawot”.

Podróże podróżami, widzieliśmy wiele ciekawych miejsc, jednak najbardziej niesamowitym wydarzeniem było spotkanie Henryka Widery – polskiego skrzypka z filharmonii szczecińskiej oraz znanego żeglarza, który pomimo swoich 87 lat sam opływa Europę.

Niestety okoliczności naszego spotkania są wyjątkowo tragiczne. Pan Henryk Widera zjawił się w domu ojca mojej drugiej połówki i jego partnerki w trakcie naszego pobytu w La Pradet. Izabela została poproszona przez polski konsulat w Lyon o opiekę nad rozbitkiem w niedzielę 15 października. Pan Henryk Widera rozbił się dzień wcześniej u wybrzeży miejscowości Sanary Sur Mer – położonej nad Morzem Śródziemnym niedaleko Tulonu. 

Jak doszło do tej tragicznej sytuacji? Otóż Pan Henryk zasnął podczas rejsu z Saint – Tropez do Bandol. I po raz pierwszy autopilot odmówił mu posłuszeństwa, przez co zboczył z kursu i wpłynął prosto na skały, które to były bezpośrednią przyczyną pierwszego uszkodzenia jachtu. 

Pan Henryk przez długie godziny nadawał sygnał S.O.S., jednak tylko raz usłyszał odpowiedź w języku francuskim a potem sygnał się po prostu urwał. Na ratunek przyszła mu dopiero przypadkowa para, która zapragnęła opalać się na skałach przy brzegu Sanary Sur Mer. Osoby te wezwały policję morską oraz pogotowie. Niestety w wyniku nieudolnej akcji ratowniczej jacht został pokierowany w głąb skał, przez co doszło do dalszych uszkodzeń – w jachcie pojawiły się dwie dziury, przez które wpływała cały czas woda.

Przez dwa dni trwała akcja ratunkowa zorganizowana przez osoby prywatne (z inicjatywy Izabeli). Ochotnicy z dobrego serca chcieli pomóc Panu Henrykowi, wyciągnąć jacht na głęboką wodę i zholować do najbliższego portu, niestety ze względu na uszkodzenia okazało się to niemożliwe. 

Jak się okazuje, aktualnie Pan Henryk nie może uratować swojego ukochanego jachtu, ponieważ ubezpieczyciel objął ubezpieczeniem jacht stojący we włoskim porcie… jedynie na wody bałtyckie, co jest ewidentnym zaniedbaniem firmy ubezpieczającej.

„Gawot” Panu Henrykowi służył aż 20 lat. Nasz bohater traktował go jak swojego przyjaciela i najwierniejszego towarzysza podróży. Obecnie jest załamany swoją sytuacją i stratą jaką musiał przeżyć. Bardzo chcielibyśmy pomóc Panu Henrykowi i prawdopodobnie zorganizujemy zbiórkę, dzięki której będzie mógł odzyskać „Gawota”.
Lokalizacja: 83220 Le Pradet, Francja.

Zdjęcia z akcji ratowniczej:

link: https://danutaanna.blogspot.fr/2017/10/skrzypek-na-tonacym-jachcie.html?m=1